poniedziałek, 14 stycznia 2019

Nasz Chrząstów nr 2


To dziś drugi mój post i ponownie z dobrymi wieściami :-) Właśnie ukończyłam prace nad kolejnym numerem biuletynu "Nasz Chrząstów". 
Można w nim przeczytać o wielu wydarzeniach, które miały miejsce w Chrząstowie w minionym właśnie 2018 roku, a także o mieszkańcach, którzy mają ciekawe pasje.

Zapraszam do lektury i życzę przyjemnych wrażeń.

Biuletyn do pobrania pod linkiem:

Gdyby ktoś chciał sięgnąć jeszcze raz do pierwszego numeru pisma to także podaję link:



Książki wylicytowane


Miło mi poinformować, że książki mojego autorstwa "Paryż w piątek 13-tego" i "Upadek", które przekazałam na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zostały wylicytowane. Cieszę się, że w tej sposób mogłam  dołożyć drobną cegiełkę do wielkiego muru.

Książki powędrowały w Polskę - jedna do pana Tomasza z Gdyni a druga do pani Elżbiety z Łomży.

Dziękuję im serdecznie i życzę przyjemnej lektury :-) :-) :-)

czwartek, 6 grudnia 2018

Sentymentalna wizyta w Książnicach


We wtorek 4 grudnia gościłam w Szkole Podstawowej w Książnicach. Była to dla mnie sentymentalna wizyta, gdyż sama jestem absolwentką tej placówki. Tym bardziej było mi miło przebywać ponownie w jej murach (po 20 latach ich opuszczenia) i spotkać nauczycielki, które mnie uczyły (dokładnie dwie:-).


W szkolnej sali gimnastycznej spotkałam się z uczniami, aby opowiedzieć im o swojej pasji pisania, o tym jak krok po kroku powstają moje książki - od pomysłu aż do wydania, a następnie wspólnie zastanawialiśmy się jakie korzyści płyną z ich czytania. Uczniowie chętnie i aktywnie wchodzili w interakcje ze mną i odpowiadali na moje pytania. Za tak ciepłe przyjęcie i czynne uczestnictwo w spotkaniu serdecznie im dziękuję. Młodzież jest wspaniała!





Po tym wywodzie uczniowie weszli w rolę dziennikarzy i mieli okazję zadawać mi dodatkowe pytania, z czego chętnie korzystali. Wykazali się przy tym niezwykłą kreatywnością :-) :-) A ja starałam się, aby żadne pytanie nie pozostało bez odpowiedzi, nawet to o mój wiek i męża :-) Mam nadzieję, że dzieci były usatysfakcjonowane.




Zaraz po tym spotkała mnie bardzo miła niespodzianka - uczniowie wręczyli mi wspaniałe kwiaty oraz prezenty ręcznie robione.




Na koniec Pani Dyrektor oprowadziła mnie po szkole.  Piękne boisko sportowe, plac zabaw, stołówka - gdzie panie codziennie gotują obiady dla uczniów, klasy wyposażone w nowoczesne sprzęty i pomoce dydaktyczne, nowoczesna sala komputerowa - wszystko to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. 

Serdecznie dziękuję Pani Dyrektor - Renacie Kobie za zaproszenie. Jest to osoba, która swoją otwartością i uśmiechem wprowadza w szkole tak miłą atmosferę, że przebywanie w niej to czysta przyjemność. 

To był miło spędzony czas.

fot. SP w Książnicach 

poniedziałek, 26 listopada 2018

Czas na prezenty


Wielkimi krokami zbliżają się Mikołajki, a następnie Gwiazdka. Znów pojawia się dylemat: jakie prezenty na te okazje wybrać dla naszych najbliższych?!

Bez wątpienia książkę! Albo książki!

Ja oczywiście polecam te swojego autorstwa: "Paryż w piątek 13-tego" i "Upadek". Obydwie znajdziecie w Księgarni Dębickich w Mielcu (ul. Mickiewicza 5).

Poniżej prezentuję fragment książki "Upadek". Oczywiście zachęcam do sięgnięcia po więcej :-) :-) :-)



Wszystkiemu z boku przyglądała się Urszula. Z lekka uśmiechała się na zabawne uwagi i dogłębne pytania Karolka, ale nie był to szczery, otwarty uśmiech. W niczym nie przypominała tej zadowolonej i podekscytowanej kobiety, co przed wyjściem Franka. Była milcząca, wykonywała nerwowe ruchy, wyraźnie też unikała kontaktu wzrokowego. Nie obejrzała nawet medalu i nie obdarzyła męża słowami uznania.
A takie zachowanie nie było w jej stylu. Zwykle go dopingowała. Cieszyła się z jego sukcesów. Sama też je osiągała. Była uznaną dziennikarką telewizyjną. Przez jej ręce przechodziło wszystko, co potem widzowie oglądali w swych odbiornikach. Elokwentna, inteligentna, dociekliwa, umiejąca dostosować się do każdej sytuacji, potrafiąca sprostać każdemu zadaniu, jakie było przed nią stawiane. Takie złote dziecko redakcji.
Nienaturalne zachowanie Urszuli nie uszło uwadze samego Franciszka. Przeszła mu przez głowę myśl, że to przez zazdrość, ale natychmiast ją przegonił. „Co mogło stać się przez kilka godzin mojej nieobecności, że tak drastycznie zmienił się jej nastrój?” — zaczął się zastanawiać.
— Karolek, nie męcz już tatusia, daj mu odpocząć po tak emocjonującym dniu — w końcu się odezwała. — Zjesz coś? — zwróciła się do męża.
— Nie, kochanie. Nie jestem głodny. Mieliśmy wypasiony catering. Stół szwedzki, a na nim dosłownie wszystko: owoce
morza, roladki mięsne faszerowane grzybkami, deska włoskich serów, a jakie wędlinki... hmmm... Palce lizać! — Na samo wspomnienie mężczyźnie pociekła ślinka. — Ale chętnie napiję się kawy w twoim towarzystwie — dodał naprędce.
— Zaraz zaparzę, tylko położę Karolka do łóżka — odpowiedziała kobieta, ale zupełnie beznamiętnie.
— Słyszałeś, bąbelku! Czas na drzemkę.
— Ależ mamusiu! — próbował sprzeciwiać się chłopiec.
— Jesteś przeziębiony, musisz dużo odpoczywać, żeby szybko wrócić do pełni sił — argumentowała matka.
— No dobra, już dobra, ale pod jednym warunkiem: medal idzie ze mną do łóżka! — z właściwą sobie stanowczością postawił ultimatum chłopiec.
— A nie uważasz, że wypadałoby zapytać o pozwolenie właściciela... - przystopowała go w tych zapędach matka.
— A racja! — Tatusiu, tatusiu, pozwolisz? Proszę, proszę, proszę! — usilnie upraszał chłopczyk, dołączając do tego tak cudownie słodką minkę i cudnie mrugające oczka, że ojciec nie był w stanie odmówić. Tatko zrobił jednak poważną minę i podparł ręką brodę, pozorując, że się zastanawia. Zaraz potem uśmiechnął się szeroko i w końcu przemówił:
— No dobra, zgadzam się.
Ledwo rodzic skończył to mówić, maluch z impetem wskoczył mu na kolana i obdarował gorącym buziakiem i silnym przytuleniem. 
— Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
--- OK synku, to teraz czas do łóżka, śpij sobie spokojnie, a ja pójdę wziąć prysznic.
Po tym zabawnym przedstawieniu Urszula zabrała Karolka do jego pokoju. Po ekscytującym dniu chłopiec z odznaką w rękach zasnął w mgnieniu oka. Kobieta zaś zaparzyła obiecaną mężowi kawę. Wspaniały aromat błyskawicznym tempem rozniósł się na cały domu.
— Wyborny zapach, prawdziwa uczta dla nozdrzy — ekscytował się Franek, wdychając głęboko do płuc te aromatyczne
opary. Wychodząc z łazienki przesunął rękami po mokrych włosach. W przelocie ucałował jeszcze żonę w policzek. Ten wyraz czułości został przyjęty beznamiętnie.
Oboje usiedli przy stole, a Urszula rozlała kawę do dwóch filiżanek. Następnie wyjęła z lodówki ciasto w prostokątnej brytfannie.
— Nie wierzę, czyżby... — zaciekawił się jej mąż, gdy ten znany mu i uwielbiany  szarlotkowy zapach dotarł do jego nozdrzy.
— Tak, zrobiłam ją dla ciebie — ucięła krótko kobieta, nie patrząc nawet na adresata słodkości.
 — Kocham, kocham, kocham... — mężczyzna zatarł ręce i dorzucił: — Złotko, dziękuję, jesteś niezastąpiona. Pychotka!
Wstał i ponownie z wdzięczności pocałował żonę w policzek. Ten gest z jego strony został przyjęty beznamiętnie. Kolejny raz. Ale Franek nie zraził się chłodem połowicy i posunął się dalej w swych pieszczotach. Objął żonę, złapał za pośladki i przyciągnął ją do siebie.
— Franek, nie teraz! — kobieta natychmiast go skarciła.
— W porządku, masz rację — niedoszły kochanek odpuścił.
— Nie wszystko naraz. Zostawmy sobie coś na później. Przyjemności trzeba dawkować. Najpierw szarlotka.
Pani domu ukroiła mężowi porcję ciasta i podała mu na talerzyku, a następnie nałożyła drugi kawałek dla siebie. Po jej minie było widać, że nie ma na nie apetytu, tym niemniej wypadało jej dotrzymać mężowi towarzystwa. Wszystko robiła w milczeniu i ze spuszczoną głową. Nie umknęło to uwadze policjanta.
— Karolek jeszcze gorączkował? — zapytał w końcu, aby przełamać tę niezręczną ciszę.
— Już nie. Był w gorączce, ale tej amokowej, jak zobaczył cię w telewizji. Podskakiwał, klaskał, krzyczał, całował nawet
ekran...
— Kochany szkrab... — podsumował z dumą ojciec. — Uleńko, a tak w ogóle to jak się prezentuję przed kamerą? —
zapytał z ciekawości, chociaż wiedział, że zabrzmiało to kulawo. I narcystycznie...
— Świetnie. Masz medialną twarz — usłyszał w odpowiedzi, co niesamowicie podłechtało jego męskie ego.
— Skoro tak mówisz… Kto jak kto, ale ty znasz się na tym doskonale.
Po tej krótkiej wymianie zdań znów zapadła podejrzana cisza. Siedzieli w milczeniu nie patrząc na siebie, co stawało się coraz bardziej niezręczne. Franciszek postanowił w końcu przeciąć tę głuszę.
— No dobra, moja droga. Koniec tej komedii. Powiedz, co się stało?
— Nic, a o co chodzi?
— Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Czy do czegoś doszło pod moją nieobecność?
— Nie, skądże.
— Kochanie, proszę cię, nie zbywaj mnie w ten sposób. Znam cię dobrze i widzę, że coś cię nurtuje. Wiesz przecież, że
możesz mi powiedzieć o wszystkim. Więc?
Po tym komunikacie znów na chwilę zapadła cisza, podczas której oboje wpatrywali się w siebie bez słów. Tym razem Urszula spojrzała głęboko w oczy męża bez wahania, nie jak do tej pory. Z trudem wytrzymywała jego przenikliwy wzrok.
— Dostałam telefon z redakcji — zaczęła wyrzucać z siebie pojedyncze zdania.
— I to cię tak dręczy? Przecież takich telefonów dostajesz co najmniej kilka w ciągu dnia — stwierdził mężczyzna. Zobaczywszy minę żony, szybko uświadomił sobie, że to jednak nie był telefon z cyklu „mamy newsa”.
— Co się stało? Co od ciebie chcieli? Masz taką minę, jakby cię co najmniej zwolnili — zażartował, a na jego twarzy zagościł nawet ironiczny uśmiech, który jednak natychmiast zgasł. Widząc śmiertelnie poważną twarz żony, pomyślał, że to może być właśnie ta informacja. Oczy Franka zaświeciły się więc niebezpiecznie. Ale może to i w porę, wobec tego, co Urszula miała zamiar mu oznajmić.
— Ula zwolnili cię? — powtórzył, ale tym razem w formie pytania.
— Nie, skądże.
— No właśnie, co za absurd! Jak mogłem nawet tak pomyśleć... Jak można pozbywać się takiej perełki z redakcji! — Mąż pokręcił głową z niedowierzaniem, nie pojmując, dlaczego przeszedł mu przez myśl tak niedorzeczny pomysł.
 — Ula, do cholery! To o co chodzi?! Wyrzuć to w końcu z siebie! — Franciszek zmienił wreszcie ton na bardziej szorstki, ostry i zdecydowany.
— Pamiętasz, jak ci mówiłam, że jest do obsadzenia stanowisko korespondenta w Stanach Zjednoczonych? — dziennikarka zaczęła nieśmiało wyjaśniać.
— Pamiętam, no i co? Marysia doczekała się tej nominacji?
— Nie, to ja dostałam taką propozycję — nareszcie wydusiła to z siebie. — A właściwie nie propozycję, ale polecenie służbowe — naprędce dodała.
Zamilkła na moment, bacznie obserwując przy tym twarz męża, która milcząco przekazywała jej komunikat: „Zaraz, zaraz, chyba się przesłyszałem!” . Ten przez chwilę milczał, bo nadal nie był pewien, czy usłyszał to rzeczywiście, czy mu się tylko wydawało.
— Naczelny zaproponował mi...
— Żartujesz sobie? — w końcu Franciszek przemówił, przerywając żonie. Ta śmiertelnie poważna pokręciła przecząco głową.
— Jak to ty? Jakie polecenie służbowe? Przecież tak nie można... to nie jest podróż do innego miasta. A Marysia? Przecież to ona... Nie rozumiem, jak można komuś... dlaczego... — rozpoczynał kolejne zdania, ale żadnego nie kończył. — Urszula, uszczypnij mnie, bo nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. — Chciał jeszcze raz się upewnić, że to nie sen.
— Na kolegium podjęto decyzję, że to ja będę najodpowiedniejszą osobą na tym stanowisku. Uzasadnili to w ten sposób, że jestem po amerykanizmie, dobrze władam językiem angielskim, mam duże doświadczenie w pracy przed kamerą...
— I masz rodzinę! Męża, syna, dom... Tutaj! — Franciszek natychmiast wytoczył kontrargumenty.
— Franek, to jeszcze nie wszystko...
— Nie wszystko? Masz dla mnie jeszcze jakieś rewelacje? Chociaż tej chyba już nic nie przebije!
— Po powrocie zostanę szefową działu zagranicznego.
— Brawo! No, świetna rekompensata — skwitował krótko. Zaraz potem zaczął nieco dłuższy wywód, z tym, że ton jego
głosu był już inny niż jeszcze parę minut wcześniej — był podniesiony, wyraźniejszy, głośniejszy.
— A co z Karolkiem? Co ze mną? Przecież ja tu mam świetną pracę. Karolek ma szkołę, mamy przyjaciół, rodziców. Ledwo co wprowadziliśmy się do naszego nowego domu. Jeszcze nie zdążyliśmy się nim nacieszyć.
— Ale Franek, to kontrakt tylko na trzy lata!
— Aha! I ten argument ma sprawić, że przyjmę tę wiadomość bez słowa protestu? Tylko trzy lata? Świetnie!
— Chcesz nas tu samych zostawić na trzy lata?
— Oszalałeś! Nigdy was nie zostawię!
— No to jak ty sobie to wyobrażasz?
Na moment zapadła cisza.
— Myślałam, że wyjedziemy wszyscy razem... — wreszcie nieśmiało zaproponowała, z dużą dozą niepewności w głosie,
bacznie obserwując przy tym reakcję męża. A ta była dość żywiołowa. Mężczyzna nagle wstał i począł krążyć po kuchni.
Mocno ściskał w dłoni filiżankę z kawą, tak że można było odnieść wrażenie że zaraz ją zgniecie.
— Odpowiedz brzmi NIE! — w końcu wrzasnął.
— Urszula! Ja mam tu pracę, którą kocham, w której się realizuję. Karolek ma szkołę, do której w końcu się przekonał. Przecież wiesz ile czasu mu to zajęło. Mamy dom, do którego dopiero co wprowadziliśmy się. Tyle o nim marzyliśmy. Chcesz to wszystko zostawić i zaczynać od nowa? Przecież nie mamy już po dwadzieścia lat, żeby tak przenosić się z miejsca na miejsce.
— Wiem, wszystko to wiem! — kobieta w pełni rozumiała argumenty męża, w stosunku do których ciężko nawet było wytoczyć kontry.
— No to wcale nie musisz godzić się na tą propozycję!
— Oczywiście, nie muszę, ale wtedy… wiesz co ze mną będzie... Franek! Nie musimy podejmować dzisiaj decyzji. Mamy jeszcze trochę czasu, żeby to przemyśleć. Dorocie kończy się kontrakt dopiero za miesiąc.
— Ale tu nie ma nad czym myśleć! — Franek zrobił kolejne kółko wokół kuchni, przedstawiając dalsze swoje argumenty:
— Urszula! Wiem, że potrzebujesz się realizować, udowodnić wszystkim, że stać cię na więcej i więcej. Ale tak realistycznie, to co? Wyjedziemy do Stanów, ja zrezygnuję z pracy, Karolek ze szkoły, zostawimy dom. Nie mamy pewności, że tam nasz synek się zaaklimatyzuje, że ja coś znajdę dla siebie. Nie mamy tam rodziny, przyjaciół. Tam jest zupełnie inny klimat, zupełnie inne życie. Czy my naprawdę powinniśmy zastanawiać się nad taką propozycją? Urszula, proszę cię zachowaj zdrowy rozsądek!
— Ale Franek... — kobieta próbowała jeszcze podjąć polemikę.
— Nie ma żadnego „ale”! — uciął krótko mężczyzna i wykonał ruch ręką na znak, że temat skończony. Ostentacyjnie zasunął krzesło do stołu i nerwowym krokiem opuścił pomieszczenie.

sobota, 6 października 2018

Tymczasem w biuletynie




Na taki ciekawy artykuł natknęłam się w najnowszym biuletynie informacyjnym Gminy Mielec.

Po więcej zapraszam do gazetki. Można ją pobrać pod adresem:   https://www.gmina.mielec.pl/biuletyn-informacyjny-gminy-mielec-1 


wtorek, 8 maja 2018

Pierwszy oficer w rodzinie


W sobotę 5 maja uczestniczyłam w wyjątkowej uroczystości. Na Placu  im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie przed Grobem Nieznanego Żołnierza odbyły się centralne obchody Dnia Strażaka połączone z promocją oficerów Państwowej Straży Pożarnej.

Brałam udział w święcie strażaków przepełniona dumą w sercu, gdyż jednym z promowanych oficerów był mój brat - mł. kpt. mgr inż. Piotr Ortyl. Promocja była dla niego zwieńczeniem 4-letnich studiów w Szkole Głównej Służby Pożarniczej - jedynej takiej uczelni w Polsce kształcącej kadrę oficerską PSP. Odbyła się ona zgodnie z ceremoniałem, który nawiązuje do tradycji pasowania rycerstwa polskiego. Szlify oficerskie nadał  komendant główny PSP gen. bryg. Leszek Suski poprzez pasowanie szablą generalską.

O randze sobotniej uroczystości świadczy między innymi udział w niej najwyższych władz państwowych, w tym:  Prezydenta RP Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego (któremu miałam okazję uścisnąć dłoń), szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego.

Zwieńczeniem obchodów była defilada wszystkich strażaków wraz z prezentacją wozów strażackich, która zrobiła ogromne wrażenie na audytorium.  


























czwartek, 22 lutego 2018

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego w "Jedenastce"



Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego został ustanowiony przez UNESCO 17 listopada 1999 roku i obchodzony jest corocznie 21 lutego. Na dzień obchodów święta nie przypadkowo wybrano tę datę, bowiem upamiętnia ona wydarzenia z 1952 roku, kiedy to w Dhace (obecnie stolica Bangladeszu) doszło do demonstracji, a następnie zamordowania pięciu studentów, domagających się uznania ich języka ojczystego – bengalskiego – za jeden z dwóch urzędowych języków w Bengalu Wschodnim, należącym wówczas do Pakistanu.  Oficjalnie rząd Pakistanu ogłosił bengalski językiem urzędowym w 1956 roku, a 21 lutego to obecnie święto narodowe w Bangladeszu.

Ideą obchodów tego dnia jest podkreślenie bogactwa różnorodności językowej świata, ale także zwrócenie uwagi na liczbę języków zagrożonych i ginących. Z raportów UNESCO wynika bowiem, że co dwa tygodnie znika bezpowrotnie jeden język, a jednocześnie związane z nim bogactwo kulturowe. Te same raporty mówią, że polszczyzna jest jednym z 25 największych języków na świecie, posługuje się nią ponad 40 mln ludzi w Polsce i poza jej granicami.



Język polski jest przepiękny, bogaty w rozmaite słowa i zwroty i pozwala mi realizować moją pasję, jaką jest pisanie książek. Z miłą chęcią więc uczestniczyłam w uroczystej akademii poświęconej naszej ojczystej mowie, zorganizowanej przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 11 w Mielcu. Młodzież przygotowała ciekawe widowisko słowno - muzyczne, zachęcając w nim do dbania o naszą polszczyznę, która ma bogatą historię i tradycję, a jej pielęgnowanie może być także wyrazem naszego patriotyzmu.





Ja natomiast opowiedziałam młodzieży o swojej pasji pisania, o tym jak krok po kroku powstają książki, a następnie wspólnie zastanawialiśmy się jakie korzyści płyną z ich czytania. Uczniowie chętnie i aktywnie wchodzili w interakcje ze mną i odpowiadali na moje pytania. Za tak ciepłe przyjęcie i czynne uczestnictwo w spotkaniu serdecznie im dziękuję. Młodzież jest wspaniała!



SERDECZNIE DZIĘKUJĘ PANIOM POLONISTKOM ZA ZAPROSZENIE! Było to dla mnie cenne doświadczenie, jako że do tej pory nie miałam przyjemności przemawiać do tak licznego i młodego audytorium. To był miło spędzony czas.